2013.07.13-14 Kongo Epizod K1.12

Apokalipsa według Pana Michała

Moderator: Pmk

Postprzez Ace » 2013-07-14, 19:40

Również dzięki wszystkim.
To co za miesiąc następny?
Avatar użytkownika
Ace
 
Posty: 1216
Dołączył(a): 2012-02-21, 21:06
Lokalizacja: Katowice/Sosnowiec

Postprzez Majster JH » 2013-07-14, 19:50

Dzięki wszystkim za fajną grę to było to - tylko komary trzeba wytruć .
http://www.youtube.com/watch?v=JD4HtaIqOn0


S -III, IV, V, VI, VII, IX, X, XII,XIII, XIV, XVI, OPTIMI, B20
Avatar użytkownika
Majster JH
 
Posty: 285
Dołączył(a): 2008-03-20, 14:54
Lokalizacja: Bielsko - Biała

Postprzez Przemo_K » 2013-07-14, 21:05

Ja również dziękuję wszystkim za wspólną grę i niepowtarzalny klimat.
Avatar użytkownika
Przemo_K
 
Posty: 533
Dołączył(a): 2008-05-16, 11:15
Lokalizacja: Mierzęcice

Postprzez Pmk » 2013-07-15, 06:06

Po imprezie zostało jeszcze dużo bimbru z Maniema.
Jak się schłodzi można robić nastepna imprezę:]
Pmk
Balansujcie dopóki się da, a gdy się już nie da, podpalcie świat!
J.Piłsudski
Avatar użytkownika
Pmk
moderator
 
Posty: 1427
Dołączył(a): 2008-03-14, 21:55
Lokalizacja: Tychy

Postprzez Feldgrau » 2013-07-15, 08:03

Mnie również się podobało mimo że zgubiłem odznakę z saltusa , że zgubiłem baterie do radyjka oraz poszerzenie błotnika z "radiowozu" - było warto .
Gdy podjeżdżaliśmy konwojem odbijać posterunek policji i za naszymi autkami chowali się strzelcy - kulki tak biły w mój radiowóz że byłem pewny iż mam ju po szybie ale zamiast odjechać cały czas zastanawiałem się po ile widziałem boczne szyby do samuraja na allegro :mrgreen:
" Zabij ich wszystkich a Bóg weźmie do siebie niewinnych "
Avatar użytkownika
Feldgrau
moderator
 
Posty: 6610
Dołączył(a): 2009-10-29, 20:23
Lokalizacja: Jaworzno

Postprzez Alien » 2013-07-15, 09:40

Dzięki wszystkim za wspaniały klimat i super grę - do następnego
Avatar użytkownika
Alien
 
Posty: 56
Dołączył(a): 2010-11-01, 20:55
Lokalizacja: Chorzów

Postprzez dejv_ » 2013-07-15, 12:15

Do następnego razu:D
Zawsze jest dalej niż wygląda. Zawsze jest wyżej niż wygląda. Oczywiście zawsze jest trudniej niż wygląda...
dejv_
 
Posty: 223
Dołączył(a): 2011-05-25, 23:24
Lokalizacja: Jaworzno

Postprzez Don » 2013-07-15, 15:46

pozdrawiam!
Szczególne podziękowania Flemmingowi i Rakensowi
vivere militare est

kom 609797147
Avatar użytkownika
Don
 
Posty: 173
Dołączył(a): 2008-07-07, 19:25
Lokalizacja: Bielsko-Biała

Postprzez Flemming » 2013-07-15, 16:07

Dzięki za świetny klimat i zaangażowanie wszystkich uczestników, szczególne podziękowania dla Dona i Rakensa za nieocenioną pomoc w tropieniu ludobójcy z masakry wioski koło kopalni N'Gebe. I pomyśleć, że mój cel opatrzył mnie po trafieniu, naprawił mi broń (bo też oberwała) - a na koniec zginął w szturmie na bus przewożący rebeliantów do granicy...

P.S. Ani jeden komar mnie nie doszedł - pomimo całej nocy. Polecam Repel 100 97%DEET
Avatar użytkownika
Flemming
 
Posty: 445
Dołączył(a): 2009-09-02, 15:52
Lokalizacja: Żory

Postprzez Feldgrau » 2013-07-15, 18:25

w nocy od komarów bardziej uciążliwi byli Jarhedzi na to twój specyfik nie pomaga :mrgreen:
" Zabij ich wszystkich a Bóg weźmie do siebie niewinnych "
Avatar użytkownika
Feldgrau
moderator
 
Posty: 6610
Dołączył(a): 2009-10-29, 20:23
Lokalizacja: Jaworzno

Postprzez Kris2 » 2013-07-15, 20:43

Przyłączam się do podziękowań dla orga i wszystkich uczestników, było kapitalnie !!
Avatar użytkownika
Kris2
 
Posty: 1002
Dołączył(a): 2010-06-19, 21:38
Lokalizacja: Radzionków

Postprzez VojciechU » 2013-07-15, 21:20

Nasza sytuacja daleka była od ideału – nie tylko dlatego, że nie mieliśmy już amunicji, która mogła nam się przydać tym bardziej, że puszczono za nami listy gończe. Przede wszystkim nie mieliśmy cholernych papierów i przepustek, dzięki którym moglibyśmy opuścić Kongo i dostać się do Angoli. Po drugie, nie mieliśmy pojazdu, którym moglibyśmy przekroczyć granicę. Po trzecie, nie mieliśmy pojęcia kto na tym zadupiu mógłby nam pomóc… Do tego w Kongo rozpoczęła się pora deszczowa…
Słońce powoli chowało się za horyzontem. Tylko w teorii, bo w rzeczywistości już dawno schowało się za chmurami, z których siąpił deszcz. Dochodziła 20. Siedziałem na PS’ie i oczekiwałem na spotkanie z nie wiadomo kim, który miał zaoferować nie wiadomo co w zamian za nie wiadomo ile i nie wiadomo kiedy miał to załatwić. Towarzystwa dotrzymywał mi Kicia, gość, który fartem przeżył masakrę na lotnisku w Matadi i razem ze sztabą złota dołączył do naszego oddziału. Swoją drogą to był kiepski żart – mieliśmy złoto o wartości 1,5 miliona kongijskich franków. Za takie pieniądze mogliśmy załatwić wszystko – od papierów po transport i panienki, z którymi moglibyśmy się zabawiać w drodze na granicę. Ale nie mieliśmy pieniędzy tylko ich równowartość w pieprzonym kruszcu, wartym tyle, że w na tym zadupiu mało kto miał wystarczającą ilość gotówki, aby ją od nas kupić.
Wracając do historii, siedzieliśmy, słuchaliśmy bzyczenia setek komarów i czekaliśmy na tego tajemniczego ktosia. W tym czasie reszta moich ludzi poszła na zachód zrobić mały rekonesans w okolicach miasta. Ponieważ doświadczenie nauczyło nas, że w tym kraju zwykle ma się pecha niespecjalnie się zdziwiliśmy, gdy nikt się nie pojawił. Nie pozostało nam nic innego jak zebrać dupsko w troki i ruszyć aby zrobić małe rozpoznanie pobocznych punktów i połączyć się z naszymi - ściemniało się, więc w razie kontaktu i wymiany ognia z niewidocznymi celami każda sztuka broni i amunicji była cenna. Po drodze na RV sprawdziliśmy kilka punktów, w których jak donosił nasz informator, mogliśmy naleÂźć coś cennego. Wspominałem już o kongijskim pechu? Nie znaleÂźliśmy niczego. Za to fortuna uśmiechnęła się do reszty mojego oddziału. Chłopaki znaleÂźli kilka franków i telefony – tak tak, w końcu otworzyła się przed nami pewna furtka. Jak wynikało z ulotek, w tym kraju jest ktoś, kto może załatwić nam transport, kto może wiedzieć więcej niż my, kto lubi handlować kosztownościami. I były to trzy różne osoby.
Wróciliśmy w dobrze nam znany rejon. Ok. 22.30 miał się z nami spotkać kolejny tajemniczy ktoś. Tym razem faktycznie ktoś się pojawił. Był to tubylec, Sundi, który przyprowadził bardzo małomównego kolegę. Gadka szmatka, kilka pytań i powierzchownych odpowiedzi – tak jak my chce nawiać z Kongo, tak jak my słyszał coś o Oku Katangi. Za to miał coś, czego my nie – znajomości. Zapewnił nas, że jeden z jego znajomych jest policjantem w Manamie. Co prawda tylko świeżakiem, ale skoro jest policjantem to na pewno wie, lub może wiedzieć, więcej niż my. Krótka wymiana telefonów, kieliszek wysokoprocentowego podnośnika morale i nasi goście zniknęli w ciemnościach. My natomiast podążyliśmy w głąb Kongo, na kolejne spotkanie…
Kontakt. Jest sam, a w każdym razie tak to wygląda, chociaż gówno widać, jest środek nocy, księżyc schował się za chmurami i ani mu się widzi chociaż delikatnie nas wspomóc. Rebeliank, PKLO. No to na pewno nie przyszedł sam, to musi być tylko zwiad.
- Brawo.
- Oklaski.
- Teren czysty, możecie podchodzić.
- Team, zachować czujność.
Czyli jest ich więcej. Z mroku wyłoniło się kilka postaci, rebelianci z PKLO.
- Mamy plan na wydostanie się z Kongo. Niestety do jego realizacji potrzebujemy więcej siły, dlatego potrzebujemy Waszej pomocy. W Manamie ma się pojawić komisarz ONZ. Gdybyśmy porwali babkę, władze zrobią wszystko, żeby rozwiązać ten konflikt bez rozlewu krwi. Daliby nam auto, papiery…
Czyli mamy się bawić w porwanie. Ot, drobnostka. Wejść do miasta w trakcie wizyty pani komisarz, obezwładnić lub wystrzelać jej obstawę, policję, wojsko, wziąć ją do niewoli i negocjować, mimo, że nikt nigdy nie chce negocjować z terrorystami.
- Jasne – powiedziałem - pomożemy, deal done. Czemu nie…
Chłopaki z PKLO mieli udać się w okolice miasta, zaczaić i obserwować , a kiedy dowiedzą się czegoś ciekawego przekazać nam informacje nad ranem ok. 7. My natomiast mieliśmy jeszcze coś do zrobienia…
Plan PKLO wydał mi się szalony. Niedawno Kicia przerabiał równie szaleńczy pomysł, który skończył się tym, że z całej ekipy Blue Waters został on, i to tylko dzięki jakiemuś Croftowi, który wyciągnął go z tego gówna. A teraz my mieliśmy się bawić w bardzo podobny scenariusz. To nie mogło wypalić. Nawet, gdyby udało im się porwać komisarz, to i tak rządowi nie pozwolili by im uciec. To była misja samobójcza, a ja do samobójców nie należałem. Chciałem uciec z Kongo żywy i bogaty, wyjazd w czarnym worku w ogóle mnie nie interesował, Âźle wyglądam w czerni. Gdyby jednak nawiązać kontakt z komendantem i sprzedać mu rebeliantów w zamian za papiery i transport. Tak, to może się udać.
Saltus: XI, XIII, XIV, XV, XVI | Unit: VI, VII | Igła: I
“Jedyny łatwy dzień był wczoraj”
Avatar użytkownika
VojciechU
 
Posty: 97
Dołączył(a): 2010-10-29, 19:33
Lokalizacja: Łódź

Postprzez Pmk » 2013-07-17, 13:24

AAR przygotowany przez ochraniarza Pani Komisarz ONZ...
Baardzo wkurzonego :]
Pmk


,,Z pamiętnika wkurzonego najemnika czyli jak zostałem pracownikiem ONZ i poszedłem do piachu''
By Andrew Roztockij

Kurwa. Wiedziałem że to wszystko było naciągane. Ledwo skończyłem podstawowy kurs ochrony osobistej a kretyni z góry przydzielili mnie do ochrony KOMISARZ ONZ. Uwierzycie? MNIE, samego wraz z tą chędożoną alkoholiczką wysłali na zadupie zwane Kongo. Ta suka wietrzyła w tym interes, myślała głupia krowa że sobie dorobi. Chuj, nie dorobiła. Fortuna jest ślepa, ale naszą dodatkowo ktoś odwrócił plecami do nas, ktoś, czyli ONZ. Te skurwysyny dobrze wiedziały jaka jest sytuacja w tej pierdolonej wiosce pośrodku niczego. Więc to oczywiste co planowali, inaczej czemu dali by tak "ważnej" personie jak pani komisarz, tylko jednego ochroniarza i to bez doświadczenia?
Ledwo dotarliśmy na to coś co tubylcy nazywali lotniskiem, a już zaczęły się problemy. Nikt, absolutnie nikt, nawet przysłowiowy Pan Mietek się nie pojawił. Tak więc z buta zapierdalaliśmy dobre dwadzieścia kilometrów do tego pierdolonego komisariatu, gdzie jakiś zasrany urzędas nie chciał nas wpuścić. Na szczęście komisarz nie była jeszcze napierdolona, więc udało się jakoś przedostać do komendanta. Chuj wie o czym gadali, miałem to głęboko w dupie, wkurzyła mnie ta cała sytuacja z lotniskiem i łaziłem w kółko próbując odreagować. Oczywiście te hieny z prasy już się zleciały, pierdolony flesz, nienawidzę go. Po chwili dotarł kierowca, krzywo mu z ryja patrzyło, ten jego dziwaczny uśmiech ... Jeśli to ode mnie by zależało to już sam wolał bym poprowadzić tego gruchota którego nazywali samochodem. Był to jeden z tych ludzi, co na ich widok pojawia się myśl "On coś knuje". Jak się póÂźniej okazało każdy tu coś knuł, każdy kurwa z wyjątkiem mnie. Jakiś niedomyty więzień zaczepia komisarz, chce suka to niech sobie gada, w dupie to mam. Chociaż jak wspomniał o tym że planują na nią zamach to mnie strach obleciał ... *Ekhm* Tak czy siak gdy skończyła "litować się nad więÂźniem" - jak to krzyczał ten cwaniacki reporter, zaczęła rozmawiać sobie z tą drugą hieną, reporterką której imienia nie chciało mi się zapamiętywać, tia ... Jak się póÂźniej okazało ona też coś knuła, i pani komisarz nie wyjaśnionym cudem to zauważyła "miej ją na oku" - powiedziała. Głupia suka, nie cierpię jej, co chwile chleje tą pierdoloną wódkę, stojąc metr od prasy, genialne kurwa. Tak czy siak ta "sielanka" sobie trwała, komendant oczywiście postanowił kurwa pójść na przechadzkę, zabierając cały personel - chuj jeden wie po co. Niby nikt nie wiedział o przybyciu komisarz, miejscowe władze ... wojsko ... policja, mieli niby zero informacji na temat jej przylotu.
TO CZEMU CHWILÊ PO WYJśCIU TEGO PIEPRZONEGO KOMENDANTA ZAATAKOWALI NAS BUNTOWNICY?
Otoczyli mnie pierdolone skurwysyny, pani komisarz drze mordę tak głośno że mi łeb pęka, mam dość, jakiś pieprzony czarnuch zaskoczył mnie, musiałem się poddać. Więc wzięli mnie za fraki, i zafundowali darmową wycieczkę do celi - tej samej w której siedział ten brudas, co pierdolił o zamachu, fajnie kurwa, dzięki wielkie. Chędożone czarnuchy były zbyt głupie by zamknąć drzwi i odebrać mi broń, nie wiem czy oni mają IQ na poziomie świni czy co. Tak czy siak stałem sobie tak, planując co zrobić, a tu przyprowadzili komendanta, hura. Teraz siedzimy tu we trójkę. Kretyn wpadł w pułapkę, cudownie. I przez tego debila wpadli na to że jednak warto skuć więÂźniów, odebrać im broń i zamknąć tą pierdoloną celę. Kurwa. Cały czas jeden z czarnuchów bacznie się rozgląda, wydaje się być sprytniejszy od tej reszty ... wyróżniał się bardziej cywilnym wyglądem. Ten kretyński łańcuch który miał na szyi pokazywał że jest tutejszą elitą, pierdolone czarnuchy obwieszające się łańcuchami ... tęsknią za niewolnictwem czy co? Dobra chuj z tym czekoladowym ludkiem, przybyła odsiecz, ratunek, jedno wielkie gówno. Pierdolone imbecyle z policji, jak typowe czarnuchy, jadąc pieprzoną terenówką posłali parę serii w budynek w którym się znajdowaliśmy. Na chuj im strategia, plan, przecież mają broń i wielkie kutasy, nic więcej nie potrzeba. Po chuj obejść wroga, zaskoczyć go z każdej strony, skoro można przyjechać pierdoloną terenówką i strzelać na oślep w stronę komendy. Pierdolonym cudem nikt z cywili nie dostał kulki, cholerni idioci. Ale w tych małych móżdżkach moich oprawców pojawił się plan, w przeciwieństwie do tych debili z policji. "My mieć zakładnik, wy nie strzelać, wy spełnić żądanie" - pewnie tak w tej jego tępym łbie to brzmiało, w sumie podobnie to wykrzyczał ... tia, musiało paść na mnie, kurwa musiało. Chwycili mnie za fraki i zaciągnęli przed komendę. Darł się tym swoim ohydnym głosem że mnie zapierdoli. Chuj, policja potrzebowała dłuuuuuugiej chwili by przestać napierdalać. Wspominałem że muszą tam zatrudniać najgłupszych z plemienia? Nie? To teraz wspominam. Tak czy siak kolejny czarnuch przyszedł chwilę póÂźniej. Z policji, a właściwie wódÂź pobliskiej wioski o ile dobrze zrozumiałem sytuację. Kurewsko bolą mnie nadgarstki, debile nie umieją zakładać kajdanek. Okazuje się że te pierdolone czarnuchy chcą stąd spierdolić, więc w zamian za moje życie chcą papierów, kierowcy i samochodu. Ten pieprzony wódz się nie zgodził ... W końcu usłyszałem strzały z tyłu budynku. Brawo, kurwa geniusz taktyczny czarnych kutasów z policji, atak z zaskoczenia po ówczesnej paradzie. Gratulacje.
Leże twarzą do ziemi czekając na nieuniknione, słyszę krzyki, wrzaski, słowa ... to już nie ma znaczenia, wiem że już po mnie, wiem że to wszystko było zaplanowane przez jakiegoś białasa na wysokim stanowisku, wiem że rozwiązali problem najmniejszym kosztem ... Ostatnie spojrzenie w stronę nieba, ostatni szept "Mamo idę do ciebie" i słyszę huk wystrzału. I już nic nie słyszę.
Balansujcie dopóki się da, a gdy się już nie da, podpalcie świat!
J.Piłsudski
Avatar użytkownika
Pmk
moderator
 
Posty: 1427
Dołączył(a): 2008-03-14, 21:55
Lokalizacja: Tychy

Postprzez Pmk » 2013-07-17, 14:02

Kongo, 14.08.2039
Reuters, korespondencja własna z Demokratycznej Republiki Konga.

Afrykański kalejdoskop

Mija właśnie rok od zadziwiających wydarzeń które miały miejsce w małym, nadgranicznym miasteczku Manama.

Dla przypomnienia – kilka dni przed wspomnianymi zdarzeniami, 26 lipca 2038, w pobliżu Matadi Military Airfield doszło do najintensywniejszych od czasu bitwy o Kopalnię n’Gebe walk pomiędzy siłami rządowymi i rebeliantami, które ostatecznie zakończyły się na płycie lotniska.. Po kilku tygodniach wyjaśniło się, że przyczyną była nieudana próba ucieczki z DRK na pokładzie samolotu. Próba – co interesujące - podjęta niezależnie przez członków People’s Kongo Liberation Organisation oraz najemników z Blue Waters, de facto ich instruktorów i dowódców. I co trzeba podkreślić, próba tragikomiczna, gdyż kilkudziesięciu ludzi chciało równocześnie wsiąść na pokład jedynej dostępnej, małej, czteroosobowej awionetki…

Nieco póÂźniej, 14 sierpnia, w trakcie wizyty Diane Cornetti, Wysokiej Komisarz ONZ ds. Afryki środkowej, rebelianci z PKLO zajęli miejscową siedzibę policji. Pomiędzy wziętymi zakładnikami znalazła się miedzy innymi Pani Komisarz.
Policja podjęła nieudaną próbę odbicia budynku, po czym wdała się w negocjacje z napastnikami. W efekcie rozmów rebelianci, po kilku godzinach i podstawieniu autobusu razem z kierowcą, opuścili budynek razem z kilkoma zakładnikami dla osłony. Komisarz znalazła się w pojeÂździe, natomiast resztę więÂźniów popędzono przodem. Chwilę po tym jak procesja zanurzyła się w dżungli, policja przy wsparciu wojska podjęła próbę odbicia więÂźniów. Piesi zakładnicy natychmiast zniknęli w zaroślach, a uciekający autobus został skutecznie zatrzymany kilkadziesiąt metrów dalej. W czasie akcji żaden z zakładników nie odniósł ran, natomiast nie przeżył nikt z rebeliantów.

W międzyczasie siły wojskowe, składające się z miejscowych spadochroniarzy wspartych przez polskich żołnierzy rozbiły - jak się wtedy wydawało – ostatnią grupę najemników w DRK. Można było odtrąbić sukces.
Ale na pewno sukces? Nie minął nawet tydzień, kiedy doszło do dramatycznych wydarzeń będących prawie że odtworzeniem sytuacji z lotniska w Matadi. Tym razem akcję przeprowadzili najemnicy z International Military Advisors Ltd. wraz z wspierającymi ich rebeliantami z Movement for Independent Kongo. W zaskakującym ataku błyskawicznie opanowali lotnisko, po czym wsiedli do małego transportowca i wystartowali zostawiając na płycie ranway’u zaskoczonych takim obrotem sprawy lokalnych ,,sojuszników’’.

Wróćmy teraz do głównej bohaterki wydarzeń. Diane Cornetti, Wysoki Komisarz ds. Afryki środkowej, pełniła swoja funkcję jeszcze kilka miesięcy. Po fali informacji medialnych dotyczącej jej działań w trakcie rebelii w DRK w ’38 z dniem 1 stycznia 2039 została odwołana ze stanowiska. Oficjalnie w związku z podejrzeniami o sprzyjanie PKLO. Media sugerowały także przyjęcie znacznych łapówek od Global Enterpise, Inc.. oraz… uzależnienie od alkoholu.

Inny uczestnik zdarzeń w Manamie, Damien vanSmitt, opublikował cykl artykułów dotyczących Diane Cornetti. Jednak największą sławę przyniósł mu reportaż z nadgranicznego miasteczka, ukazujący Wysoką Komisarz w negatywnym….


Pmk
Balansujcie dopóki się da, a gdy się już nie da, podpalcie świat!
J.Piłsudski
Avatar użytkownika
Pmk
moderator
 
Posty: 1427
Dołączył(a): 2008-03-14, 21:55
Lokalizacja: Tychy

Postprzez VojciechU » 2013-07-17, 18:47

-22:06 „Ile wata jest dla Ciebie sztaba?” DOSTARCZONO
- 22:09 „To zależy kto sprzedaje mogę zaplacic waluta lub informacjami lub danymi wywiadu” ODEBRANO
- 22:11 „Jesteśmy zainteresowanie spieniężeniem” DOSTARCZONO
- 22:14 „Jestem chętny do zakupu ale poszukuje oka katangi lub jego małych braci” ODEBRANO
- 22:28 „Oka niestety nie mamy. Jeszcze…” DOSTARCZONO
- 22:32 „Za sztabe mogę dac 100.000” ODEBRANO
- 22:34 „Możemy oddac za 50%, 750.000” DOSTARCZONO
- 22:40 „Hm fachowcy dam 60 tys ale chce najpierw zbaczyc towar” ODEBRANO
-22:42 „60? 600.000. Jezel tak możemy się spotkać. S01, 5:00” DOSTARCZONO

Kurwa, 600.000 to mniej niż 50% wartości tego badziewia. 600.000 na 5? No nie ma bata, piętra w domu nie wyremontuję…

- Jesteśmy w punkcie, zająć pozycje, obstawić mi wszystkie możliwe kierunki! Zalegać i cisza.
Cisza… Jaka cisza? Bzzzz…. Bzzzz… Czy te gnoje nigdy nie spią? Pieprzeni krwiopijcy…
- Iraq…
- Saddam

Z ciemności wyłoniła się postać. Szczupły, nieuzbrojony. Przeszukaliśmy, faktycznie nie uzbrojony. Ktoś von ktośtam. Holender. Aby naprawdę? Gadka, pieprzenie głupot. Uciekł, zmienił tożsamość, ukrywa się. Pracuje, przewozi towar. Kiedyś pracował dla polskiego wywiadu. Dla wywiadu? Tutaj?

- Chorąży? – zapytałem
- Tak, Chorąży C.

Pięknie. No to Cię mamy, krętaczu jeden. Ty wredny komplikatorze. Gdyby nie Ty i Twoje „może tak, może nie, może za tyle a może za więcej” moi ludzie przeżyli by tą masakrę na lotnisku, do tej masakry nawet by nie doszło… Poczekaj.

- Ok, panie Chorąży. Zobaczymy co damy radę zrobić. Ma pan transport i kierowcę? Spotkajmy się, o 7.00 w pukncie….
- W takim razie do zobaczenia.
- Do zobaczenia

- Panowie co myślicie? Demokratycznie, zostawiamy czy odjebać?
- Odjebać…
- Odjebać…
(…)
- 5 do 0. Zostawmy sobie furtkę. Pożegnamy się z Chorążym po spotkaniu. W zależności od tego co i jak nam powie, do widzenia lub żegnaj. Na żegnaj któryś przeładuje…

- 07:03 „I jakie wieści po rozpoznaniu?” DOSTARCZONO
- 07:03 „Cisza i spokój w miescie, 2 osoby na posterunku” ODEBRANO

- Iraq
- Saddam
- No i jak z transportem, panie Chorąży?
- Mam kierowcę, który wozi to i tamto stąd do tamtąd. Mój zaufany człowiek.
- A jak się nazywa?
- Kris
- Więc skontaktujmy się z Crisem
- Bateria w radiu mi padłą…
- Nie szkodzi, mamy swoje radio, użyczymy
- Ale stąd nie będzie zasięgu….
- Nie szkodzi, mamy długą antenę
- Ale ja już stąd próbowałem, długa antena nie wystarczy…

Więc to tak panie Chorąży C. Nic pan się nie zmienił. Nic.

- Transport musi kosztować. Potrzebuję zaliczki. Trzeba zatankować auto. I mieć na mniejsze łapówki po drodze. –powiedział Chorąży
- Ile? – zapytałem.
- 20 tyś.
- 10. Teraz mogę dać Ci 10, ale musimy się naradzić.
- Vojciechu, pozwól na chwilę – Kicia odciągnął mnie na bok. Znał Chorążego lepiej niż my.

Musiał go bardzo ostro wkurwić. Nie dziwię się, nas w tym czasie wkurwił również.

- Do widzenia czy żegnaj?
- żegnaj żegnaj, panie Chorąży C.

Wróciliśmy do Chorążego. Zdjąłem plecak, zacząłem szukać gotówki. Nie spodziewał się..

- Damy Ci teraz 10.000 zaliczki, więcej nie mamy. Musi Ci wystarczyć…
- NA KOLANA ! RÊCE ZA GłOWÊ ! WYJMIJ WSZYSTKO CO MASZ!
- Ale panowie, ale panowie…
- WYCIąGAJ

Mapa miasta, informacje wywiadowcze o PKLO. I nic więcej.

- żegnaj panie Chorąży…

Padł strzał. Z czaszki Chorążego trysnęła strużka krwi. Prosto na mnie… Eh, Kongijski pech…
Saltus: XI, XIII, XIV, XV, XVI | Unit: VI, VII | Igła: I
“Jedyny łatwy dzień był wczoraj”
Avatar użytkownika
VojciechU
 
Posty: 97
Dołączył(a): 2010-10-29, 19:33
Lokalizacja: Łódź

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do AwPM

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość